• Wpisów:8
  • Średnio co: 330 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:21
  • Licznik odwiedzin:2 749 / 2978 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
"Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył."

Wisława Szymborska
 

 
Niby jest dobrze. Ale chyba nie do końca. I nie wiem czy w tym wszystkim chcę oszukać samą siebie, czy wszystkich wkoło...
 

 
Tak na dzisiaj.
Pawlikowska zawsze umie mnie podnieść na duchu.
 

 
Wszyscy robią jakieś postanowienia noworoczne, albo mają je już za sobą. Może twardo się do nich stosują, może już powoli wymiękają, albo nawet nie zaczęli się do nich stosować. Ja nigdy żadnych postanowień nie robię, bo nie widzę w tym sensu. Ale chcę tym razem zrobić wyjątek i zrobić postanowienia dotyczące mojej pracy, której nienawidzę, w której znalazłam się praktycznie przez przypadek, a jeszcze przynajmniej do końca lutego muszę tam wytrzymać.
1. Nie dam się tym wszystkim parszywym gębom ze szpitala.
2. Bezpodstawne zjebki od wielce szanownej pani profesor będę ZAWSZE jednym uchem wpuszczać, a drugim wypuszczać.
3. Zastosuję się do zasady "miej wyjebane a będzie ci dane". Bo inaczej oszaleję w tym szpitalu.
4. Wytrzymam jeszcze te 37 dni w sekretariacie, które zostały mi do końca umowy. Chyba, że zechcą mi sami wcześniej podziękować.
5. Ile jeszcze się da (o ile będzie możliwość, bo rzadko to się zdarza niestety) to nauczę się, może jakaś łaskawa duszyczka przeniesie mnie na inny oddział, w którym pracują bardziej przychylni i normalni ludzie.
Amen.
Co z tego wyjdzie, to sama nie wiem, jakoś muszę wytrzymać.
 

 
Chciałam założyć nowego bloga, ale coś nie mogę aktywować nowego konta. Postanowiłam więc pisać dalej tutaj. Miałam już kilka przygód z pingerem, ale trwały raczej krótko. Tutaj wiele starych postów kiedyś pokasowałam, zostało tylko kilka raczej mało znaczących.
Zatem, czemu wracam do blogowania? Zawsze zaczynam pisać, kiedy nie mogę sobie z czymś poradzić. Jest to dla mnie pewnego rodzaju odskocznia od szarej codzienności, sposób na odreagowanie, "wygadanie się" i tym samym poprawienie sobie nastroju. Sama jestem ciekawa jak będzie tym razem, wyrzucę coś z siebie i więcej mnie tu nie będzie, czy może zostanę na dłużej?
 

 
Nigdy nie wiesz kiedy przyjdzie miłość. Nic na siłę, nie wolno za dużo o niej myśleć. Ale w końcu przyjdzie. I będzie jasne, że warto było czekać.

Listy do M.
 

 
Kusić i rzucać, to takie zwyczajne...
 

 
" - A co to takiego miłość?
- Dla setek milionów martwych ludzi miłość to po prostu chuć, pragnienie, by posiąść cudze ciało. Dla nich wszystko sprowadza się do jednego: mężczyzna spotyka kobietę, która mu się podoba. Nie zna jej serca, ale jej twarz, figura, chód, śmiech, pociągają go. Chce patrzeć na tę kobietę, być z nią, dotykać jej. I zaczyna się choroba pod nazwą "ziemska miłość": mężczyzna stara się o kobietę, obsypuje ją prezentami, umizga się, przysięga miłość, obiecuje kochać tylko ją jedną. Ona zaczyna odczuwać zainteresowanie jego osobą, potem sympatię, potem jej się wydaje, że to właśnie ten człowiek, na którego czekała. W końcu zbliżają się na tyle, że gotowi są dokonać tak zwanego "aktu miłości". Zamknąwszy się w sypialni, rozbierają się, kładą do łóżka. Mężczyzna całuje kobietę, ściska jej piersi, leży na niej, wbija w nią swój członek, sapie, stęka. Ona jęczy najpierw z bólu, potem z pożądania. Mężczyzna wypuszcza w łono kobiety swoje nasienie. I zasypiają w pocie, wyjałowieni i zmęczeni. Potem zaczynają żyć razem, poczynają dzieci. Namiętność stopniowo ich opuszcza. Zamieniają się w maszyny: on zarabia pieniądze, ona gotuje i sprząta. W tym stanie mogą przeżyć do samej śmierci. Albo zakochać się w kimś innym. Rozstają się i z niechęcią wspominają przeszłość. A wierność przysięgają nowym wybrankom. Zakładają nową rodzinę, płodzą nowe dzieci. I znów stają się maszynami. Ta choroba nazywa się ziemską miłością"
Władimir Sorokin "Lód"